Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Żuławski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Żuławski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 czerwca 2012

polska szkoła plakatu, czyli wykopaliska archeologiczne


Ogromny, przypadkiem zdobyty plakat do Trzeciej części nocy Żuławskiego z 1971 roku w końcu oprawiony i powieszony. Równie dziwny jak film, który reklamował.
Te dziwne filmy Żuławskiego w PRL-u przekraczały jednak możliwości percepcji różnych ministrów od kultury, którzy powiedzieli mu, że lepiej to niech on już może za narodowe, komunistyczne pieniądze więcej takich filmów nie robi a najlepiej to niech do Francji sobie na przykład pojedzie. Nawet tak na trochę dłużej. Żuławski się jeszcze trochę wahał z tą Francją i w międzyczasie tego wahania nakręcił jeszcze podstępnie Diabła. Po tymże Diable to dopiero zrobiła się afera na całego. Nie było już zmiłuj. Miarka się przebrała. Precz z Polski naszej ludowej, paryskie bruki szlifować niewdzięczniku- wysokie władze orzekły.
No to Żuławski sobie pojechał i nawet jest tam podobno trochę po dziś dzień znany, podobno jako reżyser a nie tylko jako ten starszy koleś od Weroniki Rosati.

środa, 14 marca 2012

o besserwisserstwie

Narodowe Centrum Kultury i Rada Języka Polskiego zabrały się za tak zwaną pozytywistyczną pracę u podstaw i rozpoczęły fejsbukową kampanię społeczną pod hasłem Ojczysty-dodaj do ulubionych. Generalnie chodzi o to aby - jak wieszcz Słowacki postulował -język [polski] giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa i żeby nie być pawiem i papugą narodów. Zacna to wprawdzie intencja, która zapewne dołączy jednak do innych zacnych intencji, którymi jak mówią, piekło jest wybrukowane. Ojczysty bowiem czysty oj nigdy nie był i tym bardziej nie będzie w dobie tak zwanej kultury remiksu. Nie ma szans.
Według slawistów z Uniwersytetu w Oldenburgu, ponad 2,4 tysiące niemieckich słów przeniknęło przez lata do naszego języka polskiego. Owocem tychże badań jest słownik, który tu można sobie wirtualnie powertować. Jak się okazuje Niemcy [nas] biją - jak krzyczał w rozpaczy pewien niedoszły premier z Krakowa- także językowo. Sprawa wygląda podobnie z całą masą włoskich i francuskich makaronizmów i obecnie z wszechobecnym zalewem anglicyzmów.

Zrobiło się trochę mentorsko a przecież żadnym Bralczykiem ni Miodkiem nie jestem a wręcz przeciwnie. Wracając do wspomnianego słowniczka niemieckich slawistów, wpadło mi w oko słowo, które świetnie opisuje zjawisko coraz bardziej -mam wrażenie- powszechne w naszym cudnym kraju (choć nie tylko). Mowa tu o słowie besserwisser, czyli po prostu Mensch (człowiek) który wie lepiej.
Besserwisserstwo, dziwnie jakoś znalazło cieplarniane warunki rozwoju w kraju nadwiślańskim, gdzie coraz więcej ludzi wie lepiej. W wiedzeniu lepiej przodują oczywiście narodowe elity. A wśród nich zdecydowanie prowadzą politycy. O ile umiarkowane besserwisserstwo można jakoś znieść w przypadku polityków w słusznym wieku, z bagażem doświadczeń, o tyle w przypadku czołowego besserwissera prawicy Adama Hofmana przychodzi mi to z wielkim trudem. Wśród politycznych dinozaurów besserwisserstwa szczególną gorliwością i zawziętością w swoim wiedzeniu lepiej odznaczają się zwłaszcza dwie postacie: Antoni Macierewicz i jego alter ego [pozornie po drugiej stronie barykady] - Stefan Niesiołowski. Zarówno Antoni jak i Stefan są przekonani o swej nieomylności w każdej sprawie. Jak wiemy, Antoni jest ostatnio niekwestionowanym ekspertem od brzóz, Stefan natomiast od protestujących przeciwko ACTA idiotów.
Wiedzenie lepiej ma się też całkiem dobrze w świecie tak zwanych gwiazd, które - gdyby nie coś tam (wariant do wyboru)- byłyby jak Eric Clapton. Mowa tu oczywiście o niszczonym przez piratów Zbigniewie Hołdysie i jego opinii ws. ACTA. Zbigniew został niestety pierwszym internetowym męczennikiem besserwisserstwa w Polsce, gdyż za swoje wiedzenie lepiej został brutalnie, wirtualnie zlinczowany przez [o ironio] swoich fanów na fejsbuku. W sukurs Zbigniewowi przybył Jacek Bromski-też prześladowany artysta i prezes Stowarzyszenia kogoś tam. Ale rozważnie zrobił to gdy sprawa już przycichła więc męczennikiem raczej nie zostanie.
Przykład pięknego besserwisserstwa mnożą się w postępie wręcz geometrycznym. W bieżącym tygodniu zjawisko to rozkwitło w świecie tak zwanych filmowców. Okazuje się że producent filmu o kacu w Wawie, [nie widziałem niestety] poczuł się tak bardzo dotknięty recenzją Tomasza Raczka, że postanowił udowodnić mu w sądzie, że wie lepiej. Podobnie sprawa wygląda z filmem Big love [też niestety nie widziałem], którego reżyserka przed kamerami Filmweb tv wyrzuciła krytykowi face to face, że nie zrozumiał jej konwencji i subtelnych cytatów z nowej fali francuskiej i remiksów też nie zrozumiał. Bo postmodernizm i eklektyzm i pastisz i trawestacje przecież. Interpretacja zboczyła w złym kierunku, a w ogóle to ona wie lepiej bo jest po kulturoznawstwie i dodatkowo po reżyserii.
Zdaniem reżysera Andrzeja Żuławskiego*, mistrzami w wiedzeniu lepiej w Europie są Francuzi. O Francuzach bladego pojęcia nie mam, ale patrząc na ich "napoleonka" Sarkozy'ego a wcześniej na Chiraca, który kazał Polakom siedzieć cicho, [bo oni Francuzi wiedzą lepiej] można łatwo się z tym zgodzić. Moim zdaniem do liderów besserwisserstwa można dołączyć też ex aequo Anglików. Oni wiedzą przecież lepiej, że krany mają być dwa. Osobny do wrzątku i osobny do lodowatej wody. Wiedzą lepiej, że jeździć należy lewą stroną jezdni i jeszcze wiele innych rzeczy też wiedzą lepiej. Ale brytyjskie wiedzenie lepiej w postaci ich odwiecznego outsiderstwa zwanego dumnie splendid isolation nikogo już chyba nie dziwi i nie wzrusza.
Poziom tolerancji na wiedzenie lepiej jest dość elastyczny i dla niektórych może nawet ten wpis wydać się besserwisserski. Nic bardziej mylnego. Ja tak naprawdę to za bardzo nie wiem co o tym wszystkim myśleć.



Zobacz też:
Ile niemieckiego jest w polskim, Gazeta Wyborcza.
Ile włoskiego i francuskiego w naszej kulturze, Wojciech Grzegorek, Perspektywa Kulturalna.
*Andrzej Żuławski, Bilet miesięczny, Warszawa 2004.